Zmarł Sergiusz Prokofiew
Data: 5 marca 1953
Umarli w tym samym dniu, w tym samym mieście i prawie w tej samej chwili. Jeden był przywódcą Związku Radzieckiego, drugi – uważany przez władze za Wroga Ludu – kompozytorem.
Za trumną zmarłego 5 marca 1953 roku Stalina maszerowały miliony ludzi. Nad grobem Sergiusza Prokofiewa zebrało się może 40 osób. W histerii, która po śmierci Wodza Narodów ogarnęła państwa komunistyczne, mało kto pamiętał o uczczeniu pamięci jednego z największych kompozytorów XX wieku. Jednym z nielicznych był wybitny polski dyrygent Grzegorz Fitelberg, który podczas próby kierowanej przez siebie Wielkiej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia poprosił wszystkich o powstanie.
Wczoraj w Moskwie zmarł wielki radziecki... kompozytor – Sergiusz Prokofiew. Proszę o uczczenie go minutą ciszy – usłyszeli zdumieni muzycy. Dopiero po długiej chwili Fitelberg odwrócił się w stronę pierwszego skrzypka i cichym głosem dodał: Podobno Stalin też umarł...
Między Paryżem a Moskwą
Sergiusz Prokofiew, obok Igora Strawińskiego i Dymitra Szostakowicza, zaliczany jest do grona „klasyków XX wieku”. Jego muzykę, na którą składa się m.in. siedem symfonii i koncertów, opery, balety i wiele mniejszych utworów, zazwyczaj zalicza się do nurtu „neoklasycyzmu”. Nieszczęśliwie – czas życia genialnego kompozytora przypadł akurat na okres rządów jednego z najkrwawszych dyktatorów w dziejach ludzkości. Ponury cień Stalina przez całe życie towarzyszył genialnemu twórcy i wielokrotnie miał znaczący wpływ na losy jego i jego najbliższych.
Sergiusz Prokofiew, który od 1918 r. przebywał poza granicami ZSRR (najpierw w USA, a później w Paryżu) nie był - w przeciwieństwie do stałych mieszkańców Kraju Rad kimś nieuchronnie zdanym na łaskę i niełaskę Przywódcy Całej Postępowej Ludzkości. Jednak w 1936 roku - a więc w epoce największego stalinowskiego terroru - zdecydował się wrócić na stałe do ZSRR.
Przekonany komunista
Dziś możemy jedynie domyślać się, co wpłynęło na jego decyzję. Choć Prokofiew był przekonanym komunistą, nie były to prawdopodobnie pobudki ideologiczne, a raczej – względy osobiste. Kompozytorowi wydawało się, że powrót na stałe do Kraju Rad leży w jego interesie. Rosyjski krytyk muzyczny Solomon Wołkow pisał:
„Przez wiele lat (Prokofiew) siedział na dwóch stołkach - na Zachodzie uważano go za człowieka radzieckiego, a w Rosji witano go jak gościa z zachodu. Ale sytuacja stopniowo zaczęła się zmieniać i urzędnicy od spraw kultury zaczęli patrzeć na niego krzywo - co to za jeden, ten Paryżanin? I wtedy Prokofiew uznał, że większe korzyści da mu przeniesienie się do ZSRR. Liczył na to, że zwiększy to jego akcje na Zachodzie, gdzie właśnie zaczynała się tam moda na Rosję, a władze w Moskwie przestaną uważać go za cudzoziemca. Zapewne w ten sposób spodziewał się ograć wszystkich”.
Prokofiew prawdopodobnie uwierzył również w mecenat sowieckiego państwa nad kulturą. W roku 1932, przed wyjazdem z Paryża do Moskwy (w roku tym Prokofiew wrócił oficjalnie do ZSRR, lecz większą część następnych czterech lat spędził jeszcze w Paryżu, gdzie pozostała jego rodzina i dopiero w 1936 r. osiadł w Związku Radzieckim na dobre) powiedział swemu przyjacielowi Wiktorowi Sierowowi:
„tu muszę kłaniać się wydawcom, menadżerom, komitetom, sponsorom produkcji, mecenasom sztuki i dyrygentom za każdym razem, gdy chcę, by moje dzieło zostało wykonane. W Rosji, kompozytor nie musi tego robić. I tak jak z polityką, to nie dotyczy mnie. To nie mój biznes”.
"Burżuazyjny formalizm"
Choć Prokofiew nie zajmował się polityką, to polityka zajęła się nim. Włodarze Związku Sowieckiego nie potrafili zrozumieć tworzonej przez niego nowoczesnej muzyki. Wszystko, co nie mieściło się w ramach narzuconej odgórnie ideologii „socrealizmu” potępiane było przez nich jako burżuazyjny formalizm. Najczęściej kończyło się na tym, że dzieł danego kompozytora, poety, pisarza czy malarza po prostu nie wykonywano, nie publikowano i nie wystawiano.
"Lewacka dewiacja i wulgarność"
Prokofiewowi wydawało się, że zyska uznanie w oczach partyjnych tuzów, komponując muzykę do tekstów trzech „świętych” komunizmu - Marksa, Lenina i Stalina. Niestety - skomponowana przez niego „Kantata na XX-lecie października” nie została dopuszczona do wykonania jako „lewacka dewiacja i wulgarność”. Również próby napisanej przez Prokofiewa wielkiej opery „Wojna i pokój” zostały przerwane - odpowiedni decydenci uznali bowiem, że przedstawiona w niej postać Napoleona może wywołać niepożądane skojarzenia z osobą Stalina (Napoleon i Stalin byli podobnie niskiego wzrostu).
Małżeństwo odgórnie rozwiązane
Oczywiście Prokofiew odnosił w Związku Radzieckim również sukcesy - skomponował kilka wybitnych dzieł. Nie zmieniło to jednak negatywnego nastawienia radzieckich władz. Np. jego małżeństwo z hiszpanką Liną zostało w roku 1947 odgórnie rozwiązane na mocy dekretu o zakazie małżeństw między obywatelami ZSRR i obywatelami państw obcych. Sama Lina została skazana na 10 lat łagrów za szpiegostwo i została wywieziona do Workuty. Prokofiew stał się obiektem gwałtownego ataku na dużej kompozytorsko - partyjnej naradzie jaka odbyła się w styczniu 1948 r. pod przewodnictwem trzęsącego wówczas sowiecką kulturą Andrieja Żdanowa. Kompozytora oskarżono m.in. o to, że jak typowy wyzyskiwacz siedzi w domu grając na pianinie, zamiast... pomagać kołchoźnikom w żniwach.
Muzykom trzęsły się ręce
Atmosfera nagonki na kompozytora sprawiła, że bano się wykonywać jego utwory. Ostatnia - utrzymana w całkowicie „słusznym” stylu - opera Prokofiewa, „Opowieść o prawdziwym człowieku” została wykonana jedynie na zamkniętym spektaklu. Świadkowie tego wydarzenia twierdzą, że muzykom orkiestry trzęsły się ręce - tak bali się grać muzykę Wroga Ludu.
Zmarł kilkadziesiąt minut przed Stalinem
Sergiusz Prokofiew zmarł 5 marca 1953 r., zaledwie na kilkadziesiąt minut przed Stalinem. Prześladowany i szykanowany za życia, dla wielu stał się ostatnią ofiarą rosyjskiego dyktatora.
Bartłomiej Kozłowski