Atak niedźwiedzicy w studio telewizyjnym

Data: 2 listopada 1993

Większość z nas pamięta pewnie z dzieciństwa taki oto wierszyk Jana Brzechwy:

„Proszę Państwa, oto miś
Miś jest bardzo grzeczny dziś
Chętnie Państwu łapę poda
Nie chce podać? –a to szkoda."

Jak jednak w rzeczywistości misie są grzeczne - to właśnie 2 listopada 1993 roku mieli okazję na własne oczy zobaczyć widzowie Telewizji Polskiej.

Tego dnia do studia, skąd nadawano na żywo program „Kurier o poranku” przyszedł prezes Warszawskiego Cyrku Wielkiego Jerzy Koziak z „zatrudnioną” w kierowanej przez niego placówce niedźwiedzicą. Przyprowadzone zwierzę rzeczywiście było grzeczne. Według pracowników telewizji miś był „przyjaźnie nastawiony do świata”, w pokoju kierownika „przewrócił się rozkosznie na grzbiet i zjadł chyba z pół kilo łakoci”.

Niespodziewany napad

W studio niedźwiedzicę posadzono na niebieskim fotelu. Obok niej usiadła jedna z pracownic telewizji. Chciała mieć zdjęcie z misiem – miał je zrobić Jerzy Koziak. Był to jednak z jej strony fatalny błąd: w pewnym momencie „grzeczny” dotąd miś niespodziewanie rzucił się na nią i zaczął szarpać uzbrojonymi w potężne pazury łapami.

Walka z niedźwiedziem

Na pomoc zaatakowanej pracownicy telewizji rzucili się prezes cyrku i treser zwierzęcia. Ale z rozjuszoną bestią nie dali sobie łatwo rady. Zwierzę powaliło prezesa i targało go po podłodze. Dopiero po chwili udało się je odciągnąć treserowi.

Jak to możliwe?

Wyczyny niedźwiedzicy w studio telewizyjnym przez krótki czas były chyba najczęściej dyskutowanym wydarzeniem w Polsce. Wszyscy zadawali sobie pytanie: jak to możliwe, by zupełnie spokojne i przez nikogo nie drażnione zwierzę ni stąd, ni zowąd wpadło w szał i rzuciło się na ludzi?

Zupełnie normalne

Tymczasem, zachowanie owej niedźwiedzicy było... zupełnie normalne. W każdym razie był to klasyczny przykład zachowania się osobnika należącego do gatunku Ursus Arctos – jak po łacinie nazywa się Niedźwiedzia Brunatnego.

Nieprzewidywalne niedźwiedzie

Istotą zachowań niedźwiedzi jest ich praktyczna nieprzewidywalność. W przeciwieństwie do innych dużych drapieżników – wilków, lwów czy tygrysów – niedźwiedzie nie ostrzegają przed atakiem rycząc i szczerząc zęby. Nawet najlepszy znawca tego gatunku nie jest w stanie ze stuprocentową pewnością powiedzieć, w jakim tak naprawdę nastroju jest zwierzę i co za chwilę zrobi. Prawda jest taka, że łagodnie wyglądający miś, może leniwie podnieść łapę – by po paru sekundach uderzyć nią z siłą zdolną rozwalić człowiekowi głowę.

I jeszcze Zając się czepiał

Obejrzany przez miliony telewidzów (głównie dzięki późniejszym powtórkom) atak niedźwiedzicy w warszawskim studio telewizyjnym na szczęście nie miał zbyt poważnych skutków. Zaatakowana pracownica telewizji miała podrapane plecy, prezesowi cyrku trzeba było założyć kilka szwów na twarz. Zwierzę miało na pysku kaganiec – w przeciwnym wypadku mogłoby być dużo gorzej. Wszystko skończyło się więc na dużej porcji strachu, lekkich w gruncie obrażeniach i... pretensjach zastępcy okręgowego inspektora pracy Edwarda Zająca, który stwierdził, że prezes cyrku godząc się na to, by postronna osoba usiadła obok niedźwiedzia w studio telewizyjnym, w sposób karygodny naruszył zasady bezpiecznego postępowania z drapieżnikiem. Zdaniem Zająca, występy misia w TV powinni asekurować asystenci trenera uzbrojeni w metalowy widelec, którym w razie wypadku można by opanować zwierzę.

Bartłomiej Kozłowski