Śmierć Przemka Czai – kibica koszykówki pobitego przez policjanta

Data: 10 stycznia 1998

Niektórzy (lub nawet wielu) z czytających ten artykuł znają taką piosenkę (jej przytoczenie nie jest wyrazem poglądów autora tego artykułu na temat policji): „Mundur niebieski, orzeł żelazny, zabiłeś dziecko, jesteś odważny. Jesteś odważny, jesteś szczęśliwy, słupska policja to s…syny”.

Ta popularna, zwłaszcza wśród kibiców śpiewka powstała wkrótce po wydarzeniu, do którego doszło 10 stycznia 1998 w Słupsku. Tego dnia, w tamtejszej hali sportowej „Gryfia” rozgrywany był mecz koszykówki między drużynami „Czarnych Słupsk” i „AZS Zagaz Koszalin”. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem „Czarnych”.

Pałką

Rozradowani zwycięstwem swojej drużyny kibice wyszli na ulice. Niektórzy z nich wyzywali policję, ale ponadto zachowywali się spokojnie. Jednak dla funkcjonariusza policyjnych oddziałów prewencji (wywodzących się – przypomnijmy - z dawnego ZOMO) Dariusza Woźniaka już to było dostatecznym powodem do użycia siły. Gdy grupa kibiców przechodziła przez jezdnię na czerwonym świetle, siedzący wraz z policjantem Robertem K. w radiowozie Woźniak wyskoczył z radiowozu, popędził za trzynastoletnim Przemkiem Czają i kilkakrotnie uderzył go pałką w szyję i głowę. Bił go jeszcze, gdy chłopiec leżał już nieprzytomny na chodniku. Pomimo próśb kibiców, policjanci nie wezwali karetki pogotowia. Po kilkunastu minutach Przemek Czaja zmarł.

„Śmierć za śmierć”

Wzburzenie opinii publicznej było ogromne. Przez cztery następne dni Słupsk był miejscem gwałtownych walk między kibicami – przybyłymi również z innych miast – a policją. Na ulicach miasta płonęły barykady, rzucano kamieniami oraz butelkami z benzyną i demolowano policyjne samochody. Zebrany pod budynkami Komendy Rejonowej Policji i Prokuratury Rejonowej tłum krzyczał „Śmierć za śmierć” i „MO - Gestapo”. Wbrew jednak obawom wielu osób – a zwłaszcza przedstawicieli władz – pogrzeb Przemka Czai w dniu 14 stycznia miał przebieg spokojny.

W końcu skazani

Pół roku później Sąd Okręgowy w Koszalinie skazał aresztowanego następnego dnia po śmierci Przemka Czai Dariusza Woźniaka na 6 lat więzienia za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Wskutek odwołania, złożonego przez oskarżycieli posiłkowych (rodziców Przemka Czai) i prokuratora Sąd Apelacyjny w Gdańsku podwyższył wyrok w jego sprawie do 8 lat pozbawienia wolności. Robert K. za nie udzielenie pomocy osobie znajdującej się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia skazany został na 8 miesięcy więzienia.

Odsiedział połowę kary

Dariusz Woźniak nie odsiedział orzeczonej kary w całości. Po dziewięciu miesiącach spędzonych w areszcie tymczasowym wyszedł za kaucją w wysokości 5 tys. złotych, którą wpłacił za niego Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Policjantów w Słupsku.  Później – dzięki opiniom lekarskim – przez jeszcze blisko dwa lata przebywał na wolności. Do więzienia zgłosił się w połowie 2000 roku. Wyszedł po czterech latach (co zgodnie z prawem stanowiło minimalny okres do warunkowego zwolnienia) za dobre sprawowanie.

Co tu winna jest Policja?

Rodzice Przemka Czai wytoczyli też Policji sprawę cywilną o odszkodowanie. Ostatecznie, po kilku latach batalii prawnych Sąd Okręgowy w Gdańsku zasądził od komend wojewódzkiej w Gdańsku i miejskiej w Słupsku kwotę w wysokości 323 000 złotych (rodzice zabitego kibica żądali pół miliona). W marcu 2006 r. pomorska policja zażądała od będącego na emeryturze Dariusza Woźniaka zwrotu pieniędzy wypłaconych przez nią rodzinie Przemka Czai. Zdaniem policji, śmierć Przemka Czai była wyłącznie wynikiem przestępczego działania Dariusza Woźniaka i Roberta K. i nie ma powodu, by odpowiedzialnością za nią obarczać jednostki policji, w których służyli ci funkcjonariusze. Do Sądu Okręgowego w Słupsku wpłynął pozew Policji w tej sprawie.

Bartłomiej Kozłowski